Moja cudowna siostra zaprosiła mnie na parapetówkę do swojej nowo zakupionej rezydencji, ale posadzili mnie samego przy osobnym stole i oznajmili wszystkim, że jestem tylko bezużytecznym, niekompetentnym rodzeństwem”.

Rozłożyłam ją i ostrożnie położyłam na stole, tuż obok wysadzanej diamentami kopertówki Jessiki.

CZĘŚĆ 2: DOMEK Z KART
Rozdział 4: Rozplątywanie
„To absurd!” krzyknął Mark, rozglądając się w poszukiwaniu wsparcia. „Robi awanturę! Ochrona!”

 

„Nie zrobiłbym tego” – odezwał się głos zza stołu VIP-ów. To był pan Henderson, najpotężniejszy bankier w Nowym Jorku. Wstał i podszedł do stołu. Podniósł dokument, który położyłem.

Poprawił okulary, przeczytał tekst i spojrzał na Marka.

„To standardowa umowa zastawu, Mark” – powiedział Henderson. „I jest niepodważalna. Skoro pożyczył ci pieniądze na zamknięcie transakcji, a ty zabezpieczyłeś je nieruchomością… cóż, prawnie rzecz biorąc, teraz jest właścicielem domu”.

„Ale… ale…” wyjąkała Jessica. „To mój brat! Nie zrobiłby tego!”

„Właśnie oznajmiłeś przed całą salą, że jestem beznadziejną nieudacznicą, która zjada twoje resztki” – powiedziałem cicho. „Posadziłeś mnie przy drzwiach kuchni. Naigrywałeś się ze mnie. Wziąłeś moje pieniądze, kupiłeś ten dom, żeby się popisać przed ludźmi, którzy się tobą nie przejmują, a potem potraktowałeś mnie jak śmiecia”.

 

Podszedłem bliżej.

„Miałem umorzyć dług, Jess. Przyniosłem dziś wieczorem dokumenty zwolnienia z długu. To był twój prezent na parapetówkę. Miałem ci dać te dwa miliony dolarów w prezencie”.

Wyciągnąłem z kieszeni kolejną kopertę. Rozdarłem ją na pół, a potem na ćwiartki. Dźwięk rozrywanego papieru był najgłośniejszy w pokoju.

„Ale potem dałeś mi pizzę.”

Jessica patrzyła na podarte kawałki papieru spadające niczym śnieg. Jej oczy napełniły się łzami – nie smutku, lecz przerażenia.

„Liam, proszę” – błagała, chwytając mnie za rękę. „Nie mamy pieniędzy. Wydaliśmy wszystko na remont, na imprezę… Premia Marka będzie dopiero w przyszłym roku!”

 

„To nie mój problem” – powiedziałam, cofając rękę. „Chciałaś żyć na wysokim poziomie. Chciałaś być królową. Cóż, królowa spłaca swoje długi”.

Spojrzałem na gości.

„Przepraszam za zepsucie deseru” – oznajmiłem. „Ale impreza się skończyła. Proszę opuścić moją posesję”.

Rozdział 5: Eksmisja
Gościom nie trzeba było dwa razy powtarzać. Byli przyjaciółmi bogaczy na każdą okazję. Czując smród bankructwa i skandalu, uciekli jak szczury z tonącego okrętu. W ciągu dwudziestu minut wielka sala opustoszała, z wyjątkiem personelu, mnie i dwóch rozpadających się posągów, którymi byli moja siostra i jej mąż.

 

„Nie możecie nas wyrzucić” – warknął Mark, próbując zebrać w sobie odrobinę brawury. „Nie mamy dokąd pójść”.

„Masz swoje stare mieszkanie w Queens, prawda?” – zapytałem. „A czekaj, sprzedałeś je, żeby kupić meble do pokoi gościnnych, z których nigdy nie korzystasz”.

„Liam, jestem w ciąży” – wyrzuciła z siebie Jessica.

Zatrzymałem się. Spojrzałem na jej brzuch. Był płaski w tej designerskiej sukience.

„Pijesz szampana, Jess” – wskazałem na jej do połowy pusty kieliszek. „Nie kłam. Nie dziś wieczorem”.

Zaszlochała i opadła na krzesło – jedno z krzeseł, na którym nie pozwoliła mi usiąść.

„Dlaczego to robisz?” – zawołała. „Jesteśmy rodziną!”

KONTYNUUJ CZYTANIE NA NASTĘPNEJ STRONIE 🥰

Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.