Moja cudowna siostra zaprosiła mnie na parapetówkę do swojej nowo zakupionej rezydencji, ale posadzili mnie samego przy osobnym stole i oznajmili wszystkim, że jestem tylko bezużytecznym, niekompetentnym rodzeństwem”.

„To słowo, którego użyłeś, kiedy mnie upokorzyłeś” – powiedziałem. „Rodzina. Używasz go, kiedy ci to przynosi korzyści. Używasz go, żeby pożyczyć pieniądze. Używasz go, żeby pokazać się jako osoba dobroczynna. Ale nie wiesz, co ono znaczy”.

 

Wyjąłem telefon i zadzwoniłem do mojego prawnika.

„Zrobione” – powiedziałem do telefonu. „Złóż wniosek o przeniesienie własności. I wyślij ekipę, żeby zabezpieczyła lokal”.

Spojrzałem na Marka. „Masz czas do jutra rano, żeby spakować swoje rzeczy osobiste. Wszystko, co kupisz za moje pieniądze, zostaje. Meble, dzieła sztuki, wino. Zostaje.”

Odwróciłem się i poszedłem w stronę drzwi.

„Liam!” krzyknęła Jessica. „Nienawidzę cię! Chciałabym, żebyś się nigdy nie urodził!”

Zatrzymałem się. Nie obejrzałem się.

 

„Wiem” – powiedziałem. „Dlatego tak mi smakowała pizza. To była jedyna uczciwa rzecz, jaką mi dałeś”.

Rozdział 6: Pusty zamek
Następnego ranka wróciłem do posiadłości.

Mark i Jessica wyjechali. Wyszli wściekli, demolując sypialnię główną przed wyjściem. Lustra były potłuczone, zasłony podarte. To był dziecinny napad złości ludzi, którym nigdy nie powiedziano „nie”.

Mój zespół był już tam i katalogował szkody.

Wyszedłem na taras z widokiem na ocean. W idealnym świecie powinienem był czuć triumf. Powinienem był poczuć słodki przypływ zemsty.

 

Ale po prostu czułem się zmęczony.

Miałem dom, którego nie chciałem. Miałem siostrę, która mnie nienawidziła. Udowodniłem swoją rację, ale zwycięstwo smakowało jak popiół.

„Pan Bennett?”

To był szef kuchni z firmy cateringowej. Nadal tam był i sprzątał kuchnię.

“Tak?”

„Przepraszam, że przeszkadzam. Ale… co zrobimy z resztą jedzenia? Tyle zostało. Homary, kawior, steki…”

 

Spojrzałem na górę zmarnowanego luksusu.

„Spakuj to” – powiedziałem. „Wszystko. I wino”.

„Gdzie mamy to wysłać, proszę pana?”

„Schronisko św. Marii w mieście” – powiedziałem. „I… szukasz stałej pracy?”

Szef kuchni wyglądał na zaskoczonego. „Cóż, freelancer jest niestabilny, proszę pana. Więc tak.”

„Dobrze. Zamieniam to miejsce w azyl” – powiedziałem, a myśl ta zrodziła się w mojej głowie w tej właśnie chwili. „Nie dla bogaczy. Dla rodzin, których dzieci są w pobliskim szpitalu. Miejsce, gdzie będą mogły mieszkać za darmo, dobrze zjeść i patrzeć na ocean, walcząc o swoje. Potrzebuję szefa kuchni”.

Szef kuchni uśmiechnął się. To był szczery uśmiech. „Robię świetną pizzę z owocami morza, proszę pana”.

„Wiem” – odpowiedziałem uśmiechem. „Jesteś zatrudniony”.

KONTYNUUJ CZYTANIE NA NASTĘPNEJ STRONIE 🥰💕

Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.