Dźwięk był natarczywy. Ostry. Prawie panikujący.
Powoli odsunęłam krzesło, a serce zaczęło mi walić jak młotem. Odkąd to wszystko się wydarzyło, każdy nieoczekiwany hałas działał mi na nerwy. Ostrożnie ruszyłam w stronę tylnych drzwi.
„Baxter?” zawołałem cicho.
Drapanie na chwilę ustało.
Potem rozległo się krótkie, ostre szczeknięcie. Takie, jakiego używał tylko wtedy, gdy coś było nie tak.
Odblokowałem drzwi i je otworzyłem.
Baxter stał tam z szeroko otwartymi oczami, unoszącą się piersią i nastawionymi uszami. Jego ogon był sztywny, nie merdał tak jak zwykle, gdy mnie widział.
A z jego ust delikatnie zwisało coś żółtego.
Przez chwilę mój umysł odmawiał pojmowania tego, co widziały moje oczy.
„Baxter…” Mój głos ucichł.
Podszedł i ostrożnie położył zawiniątko u moich stóp.
To był sweter.
Miękki, żółty sweterek z maleńkimi perłowymi guzikami.
Nogi prawie się pode mną ugięły. Złapałam się framugi drzwi, a oddech uwiązł mi gdzieś między klatką piersiową a gardłem.
Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.